Jestem wolny

Najmij mnie!
 

Słów kilka o uroku Czarnej Kompanii

Nie wyobrażam sobie wieczoru (względnie nocy) bez książki – dobrej książki, która sprawi, że zapomnę o całym świecie i zostanę pochłonięty w świat autora, wciągnięty przez historię i zafascynowany wyrazistymi postaciami. Przy takiej lekturze często spędzam całe godziny, nie chcąc kończyć literackiej uczty, ciągle powtarzając sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”. Oczywiście, nie każda księga jaka trafia w me ręce jest wybitna, albo chociaż dobra – niektóre, pomimo swoich zalet są wybitnie ciężkie w lekturze, a niektóre wręcz odpychające. W ciągu ostatniego roku miałem okazję poznać jednak całą sagę, która z miejsca zasłużyła sobie na wszystkie możliwe (pochlebne oczywiście) epitety.

Rzadko zdarza się, aby opis danej serii/tomiszcza był rzeczywiście prawdziwy, albo nawet niewystarczający – pierwsze spojrzenie na jeden z czterech całkiem opasłych tomów robi wrażenie, ale po przeczytaniu opisu trudno nie było zachować pewnego, zdrowego sceptyzmu:

Czarną Kompanią Glen Cook w pojedynkę dokonał rewolucji na polu fantasy – z czego mnóstwo czytelników wciąż nie zdaje sobie sprawy. Sprowadził opowieść do poziomu zwykłego człowieka, porzucając zużyte schematy królów, książąt i złych czarnoksiężników. Było to niczym lektura powieści o wojnie w Wietnamie czytanym na haju.” – Steven Erickson.

Wbrew mojemu podejściu, dzieło Cooka okazało się być jedną z najlepszych rzeczy, jakie kiedykolwiek czytałem (i to nie tylko w gatunku fantasy), zaś na ostatni zbiorczy tom czekałem długie miesiące, co rusz sprawdzajac, czy pojawił się chociaż zarys daty wydania ostatnich części misternej układanki. Kiedy po lekturze zacząłem rozmyślać o całej sadze Czarnej Kompanii, doszedłem do wniosku, że chyba jedyną księgą, która zrobiła na mnie podobne wrażenie, był… osławiony Silmarillion wiadomego autora. To już samo w sobie stanowi wyznacznik wielkości serii, która od sierpnia została w komplecie wydana w postaci czterch wielkich tomów przez wydawnictwo Rebis.

Mógłbym przez wiele stron rozpisywać się o tym, jak to jestem pod wrażeniem świata stworzonego przez Cooka – autor ten zdołał wykreować świat, który wydaje się być nie tylko bardzo spójny, ale zaskakująco realistyczny – i to pomimo występowania w różnych częściach świata rozmaitych czarodziejów, bram do innych światów oraz mniej lub bardziej mitologicznych bestii. Wszystkie te typowo fantastyczne elementy oczywiście występują, ale dla typowego mieszkańca uniwersum Cooka, są one w najlepszym bohaterami legend albo niejasnymi historiami sprzed pokoleń. Nawet w samej Czarnej Kompanii, pomimo niemal ciągłego styku z różnymi wytworami magii (oraz samymi magami), wszystko wydaje się być zaskakująco autentyczne – po części z pewnością dzieje się tak, ponieważ magia nie jest przesadnie nadużywna, nie wykorzystuje jej autor jako „główny środek” na przyciągnięcie uwagi. Po części również wynika to z tego, że Konował (a potem kolejni kronikarze, za wyjątkiem Pani) sam użytkownikiem magii nie jest, zrozumieć jej nie potrafi i wydaje się być z tego powodu wielce zadowolony. Cała historia napisana jest z perspektywy zwykłego (czy aby aż tak zwykłego za jakiego chciałby uchodzić?) człowieka, którego obowiązkiem jest prowadzeniem kronik, które dla Kompanii stanowią bezcenny skarb. Same dzieje Kompanii są napisane wyśmienicie – nie raz i nie dwa przyjdzie czytelnikowi zastanawiać się, co się wydarzy dalej, jakie decyzję podejmą najważniejsze dla opowieści postaci (a i tak nie raz zostanie zaskoczony). Po zakończeniu lektury czwartego tomu, trudno wręcz opędzić się od wrażenia ogromu – przez te wszystkie setki, tysiące stron, Cook snuje zaskakująco zawiłą opowieść, której ostateczny kształt i skalę czytelnik poznaje na ostatnich stronach sagi. Nie tylko prowadzone są różnorakie wątki na przestrzeni całych lat, ale również intrygi, których istnienia przez setki stron czytelnik nawet sobie nie zdaje sprawy. Dodajmy do tego intrygujący motyw z Bramami Cienia (takowe standardowe, ale jednak zupełnie unikalne wrota do innych światów), mnóstwo lokalnych mitologii i wyznań, świetny autentyzm przedstawionego świata oraz znakomite (podkreślę to: znakomite!) postaci, a otrzymacie jedną z najlepszych serii fantasy, jakie kiedykolwiek powstały. Oraz jedną z najlepszych rzeczy, jakie miałem okazję czytać.

Nie zamierzam tutaj prowadzić rozległej i długiej opowieści o tym, jak to zostałem urzeczony wieloma rzeczami zawartymi w Czarnej Kompanii – zamiast tego, pragnę po prostu polecić każdemu ceniącemu dobrą lekturę (nie tylko fantastyczną), aby przy najbliższej okazji wyposażył się przynajmniej w pierwszy tom, czyli Kroniki Czarnej Kompanii. Nie jest to być może najtańsza z ksiąg, ale warta każdej wydanej nań złotówki.

Napisano: 10-11-2011

Tagi: ,

Kategorie: Książki, OsaX i jego świat