Jestem wolny

Najmij mnie!
 

Muzyczny tydzień #3

Kolejny tydzień, kolejne ‚notowanie’. Kto lubi ciężkie brzmienia, ten z pewnością będzie mieć okazję do nacieszenia zmysłu słuchu solidnym, metalowym graniem. Jak zwykle, poniższa lista bazuje na tym, czego w minionym tygodniu intensywnie słuchałem – aczkolwiek postaram się sprezentować kilka kapel zdecydowanie mniej znanych. W końcu odkrywanie nowej, dobrej muzyki to przyjemność. 😉

10. Otto Dix – Зверь

Rozpoczynamy od czegoś zupełnie innego niż brutal death metal – rosyjski Otto Dix to reprezentant nurtu znanego jako darkwave, którego znakiem rozpoznawczym jest…obojniacki (?) wokalista. Jakkolwiek by to nie brzmiało na papierze, od strony muzycznej dokonania Rosjan są… całkiem interesujące. Pomijając oczywiście po prostu marny klip nakręcony do poniższego kawałka. Elektronika wszechobecna, ale wszystko jest spowite w dość gęstą i ciężką atmosferę. Warte przynajmniej usłyszenia.

09. Communic – Unpredictables of Life

Progresywny heavy/power metal nie jest czymś, czego najchętniej słucham, ale i w tym gatunku mam swojego faworyta w postaci właśnie norwsekiego trio – zespół jeszcze nigdy nie nagrał słabej płyty, a ich skomplikowane i dość długie kawałki potrafią naprawdę długo ‚docierać’ do słuchacza. Niemniej, zazwyczaj po kilku odtworzeniach już wiadomo, że ma się do czynienia z naprawdę dobrym materiałem, pełnym ciekawych zagrywek, interesującym wokalem oraz dość zróżnicowaną tematyką orbitującą wokół np. psychologii. Warto dać szansę.

08. Mors Principium Est – Altered State of Consciousness

Już wcześniej zachwycałem się tym, że w Finlandii świetnych kapel jest od groma. W kategorii melodeathu absolutnym ‚top of the world’ jest Mors Principium Est, która to ekipa na płycie The Unborn zagrała bodajze jeden z najlepszych materiałów w całym gatunku. Cały album aż kipi od znakomitych riffów i pasaży gitarowych, femonelnalnych melodii i olbrzymiej ilości energii. Do tego znakomity miks i produkcja, porywające solówki i rządzący tym wszystkim growl (żadnych czystych wokali!) – słuchać i headbangować!

07. Visceral Bleeding – When Pain Came to Town

Tydzień bez brutalnego death metalu, tygodniem straconym. Zgodnie z tą regułą, uwagę warto skierować w kierunku kolejnej kapeli ze Szwecji, która gra technicznie, ale i diablo brutalnie. Może i nie jest to absolutna światowa czołówka, ale z pewnością warto dać szansę tej ekipie, która zdecydowanie wie, na czym polega zdrowy łomot zakrapiany technicznymi zagrywkami, zwolnieniami tempa oraz porządnym growlem.

06. KYPCK – Сталинград

Wbrew pozorom, KYPCK nie jest kapelą rosyjską. Tworzą ją muzycy z Finlandii, którzy postanowili zacząć grać doom metal… po rosyjsku. I wychodzi im to całkiem sprawnie – w zasadzie, nawet bardzo sprawnie! Ciężko się do czegokolwiek przyczepić – instrumentarium gra jak należy, kompozycje są ciekawe i nieoklepane, a wokal od razu nasuwa skojarzenia z osobnikiem, który miał okazję z niejednej butelki się napić.

05. Infernal War – Redesekration

Polskie podwórko – czego się innego spodziewać niż black metalu lub death metalu? W zasadzie… można oczekiwać połączenia obu tych gatunków! Tym właśnie jest dość znane na świecie Infernal War, które prezentuje zabójczą mieszankę tego, co najlepsze w dwóch najbardziej ekstremalnych odmianach metalu. Miażdżące blasty, oszałamiające tempo, riffy tnące wszystko w okolicy, bas grindujący kości i górujący nad tym, potężny ryk Warcimera. Fani death/blacku nie mogą tego przegapić.

04. Lord Belial – Desolate Passage

Szwedzka scena metalowa jest istną kopalnią znakomitej muzyki. Osoby poszukujące black metalu w bardziej melodyjnej (ale bez przesady!) wersji z pewnością nie mogą przejść obojętnie obok tej kapeli. Lord Belial łączy w sobie zarówno typowe, blackowe bluźnierstwo i mrok oraz ponure melodie (w żadnym razie nie melodyjki!) – wszystko to w akompaniamencie solidnego wokalu i dobrych kompozycji. Głowa sama się kiwa, a nogi przytypują do rytmu.

03. Hail of Bullets – Ordered Eastward

Na kolana! Oto kolejna kapela niesamowitego Martina van Drunena, którego uważam za jednego z najbardziej charakterystycznych gardłowców na świecie. Holender nie tylko wie, jak się wydrzeć, ale robi to na tyle dobrze, że jest uważany (słusznie!) za żyjącą legendę. Hail of Bullets to zaś projekt skupiony na death metalowym graniu, które lubi otaczać się wojenną tematyką. Cała płytka …of Frost and War bowiem właśnie opowieścią o II Wojnie Światowej – a dokładniej o pewnym jej okresie, zdecydowanie mało przyjemnym dla nazistowskich Niemiec. Jak to brzmi? Wyśmienicie!

02. Imperial Crystalline Entombment – Astral Frost Invocation

Black metal na biało? Brzmi jak jakieś bluźnierstwo? Posłuchajcie więc szaleńczego wytworu pewnych zamaskowanych amerykanów, którzy udowodnili ponad wszelką wątpliwość, że mroźna apokalipsa może być równie satysfakcjonująca, co standardowe ognie piekielne. Po prostu kawał dobrego łomotu, który zmrozi niewiernych!

01. Iced Earth – Something Wicked: The Coming Curse

W zasadzie w tym momencie powninem rozpisać tutaj całą trylogię ze świetnej płyty Something Wicked This Way Comes – całość jest bowiem miażdżącym kawałkiem power/thrash metalowego grania. Kto wie, czy właśnie ta płyta nie stanowi szczytowego osiągnięcia kapeli, zwłaszcza, że na wokalu był nikt inny jak znakomity i niepodrabialny Matt Barlow. W połączeniu z dobrą warstwą tekstową, własnym quasi-uniwersum oraz diablo charakterystycznymi riffami Schaffera, cała Trylogia jest po prostu czymś, co znać trzeba.

 

Napisano: 07-11-2011

Tagi: ,

Kategorie: Muzyka, OsaX i jego świat