Jestem wolny

Najmij mnie!
 

Muzyczny tydzień #2

Drugi tydzień mojego muzycznego przeglądu, czyli epatowanie dobrą muzyką na lewo i prawo. Tym razem klimaty będą jeszcze cięższe niż w ostatnim ‚notowaniu’, a fani solidnej ekstremy z pewnością będą zaspokojeni. Bez zbędnego przeciągania, przejdźmy do mięska!

10. Avatar – Queen Of Blades

Listę rozpoczynamy od czegoś energetycznego i… związanego ze StarCraftem. Może i Avatar przesadnie świetną kapelą nie jest, niemniej kilka kawałków zdecydowanie zasługuje na uwagę – nawet dla przeciwników cięższego grania.

09. Inquisition – Invoking the Majestic Throne of Satan

Przyznam się szczerze, że nie myślałem, że już pod koniec lat 80′tych w dalekiej Kolumbii powstała black metalowa horda. Która na dodatek nadal działa i trzyma się surowego, brudnego stylu pierwszych kapel black metalowych ze Szwecji i Norwegii. Dla koneserów gatunku, perełka.

08. X JAPAN – Rusty Nail

Kolejna legenda na liście – tym razem z dalekiej Japonii. Przez pewien czas grali heavy metal (z różnymi naleciałościami), aby po pewnym czasie grać zdecydowanie bardziej rockowo. O, przepraszam: j-rockowo. I to zacnie!

07. Kalmah – The Groan of Wind

Finowie to naród zaskakujący – mało ich, ale świetnych kapel u nich od groma. W zasadzie gdzie nie spojrzysz, to jakowąś zacną grupę wynajdziesz. Ot taki Kalmah, który udowadnia, że nawet melodeath potrafi być zacny.

06. Arondight – Battle

Szkoda, że ta kapela się nie przebiła – nagrali naprawdę miły dla ucha kawał power/heavy metalu (co w naszym nadwiślańskim kraju jest raczej rzadkością), wydali album za darmo i… się rozpadli. Niemniej, muzyka pozostała – trochę przesadnie radosna, ale z uwagi godnymi gitarami oraz sporą dozą pozytywnej energii.

05. Madder Mortem – Get That Monster Out Of Here

Odpoczynek od ekstremy, czyli progresywny metal o mniej lub bardziej (w zależności od utworu) jazzowych naleciałościach. Godne uwagi, nawet jeśli nie przepada się za takim stylem.

04. Suffocation – Blood Oath

Amerykańska legenda, która nadal jest w formie – zwłaszcza koncertowo niszczą, o czym sam miałem okazję przekonać się kilka lat temu. Kto mieni się fanem death metalu, a nie zna – niech lepiej się nie przyznaje.

03. Dies Irae – The Hunger

Mniej znani, ale wcale nie mniej wprawni adepci death metalowego rzemiosła. W zasadzie, Dies Irae jest takim naszym rodzimym all star bandem, który nagrał trochę brutalnego i mięsistej muzy.

02. Vader – Wolftribe

Polskie, dobre, klasyka. Co tu więcej dodać?

01. Cryptopsy – Open Face Surgery

Jedna z legend gatunku, która zahacza również o grindcore – zwłaszcza w ostatnich dokonaniach. Nieprzeciętna rzeźnia, której trudno jednak odmówić swoistego uroku oraz olbrzymiej wręcz energii.

Napisano: 01-11-2011

Tagi: ,

Kategorie: Muzyka, OsaX i jego świat